Myliłby się ktoś kto nazwałby nasz chór zwykłym. No może dla osób z zewnątrz jakoś się nie wyróżniamy. Ale my wiemy, że jesteśmy wyjątkowi. Wyjątkowi jako grupa niezwykle ciekawych ludzi jak i zespół pracujący z wyjątkowym maestro Łukaszem. Tak było do ostatniej próby. Bo właśnie na niej okazało się, że mamy wśród nas osobę czyli takiego wicemaestro, która w sytuacjach tzw. podbramkowych (tj. wszelkiego rodzaju nieprzewidzianych okolicznościach życiowych np. choroby dyrygenta) jest w stanie przeprowadzić z nami zajęcia. W tej roli wystąpił Jacek G.
Kto jak kto, ale Jacek G. ma odpowiednie kwalifikacje by być maestrem na zastępstwo. Przygotowanie merytoryczne jest (ukończona Akademia Muzyczna). Okazuje się, że wcześniej też była praktyka dyrygencka i to wielkiego formatu (ale o tym to już sam Jacek G. opowie przy jakieś okazji). My skupimy się na tym co wydarzyło się na naszej próbie. Zaczęło się od obustronnej… ciekawości. Jacek G. był ciekawy jak to będzie ponownie zasiąść za dyrygenckim pulpitem (normalnie na próbach jest filarem sekcji basowej) a my byliśmy ciekawi jak pod jego ręką, okiem a przede wszystkim uchem zaprezentujemy się jako chór. Zgodnie z tym o co poprosił chory tego dnia maestro Łukasz mieliśmy pracować nad czterema kolędami i utworami bożonarodzeniowymi (sezon kolędowy tuż, tuż). Na początek, po oczywiście obowiązkowej gimnastyce ciała i głosu, rozpoczęliśmy pracę nad utworem w języku angielskim „Hark how the bells” . Skupiliśmy się na tempie, dynamice i oczywiście na tekście. Nad tym ostatnim musimy jeszcze trochę popracować (głównie tam gdzie tekst jest śpiewany przez jeden głos a pozostałe do niego dołączają). W sumie po kilku jego „prześpiewaniach” i stwierdzeniu wicemaestra Jacka G., że jest już nieźle rozpoczęliśmy pracę nad kolędą „Cicha noc”. Tutaj mieliśmy niezwykłą a w zasadzie wyjątkową okazję pracować nad utworem, który został zaaranżowany dla naszego klastrowego chóru przez… prowadzącego próbę czyli Jacka G. Bo trzeba tutaj dodać, że Jacek G. to także świetny kompozytor i aranżer. W wyniku uwag, które m.in. jako wykonawcy jego autorskiej aranżacji przekazaliśmy mu podczas próby, zostały w nim wprowadzone poprawki. Na prośbę kompozytora i aranżera Monika P. zmieniła pliki w samouczkach (do pobrania z facebookowego konta Klastra) do „Cichej nocy”. Zamiast krzyżyków mamy bemole. Jasne? Jasne! Kolejną kolędą, którą wzięliśmy „na warsztat” byli „Pasterze mili”. Zaśpiewaliśmy ją kilka razy. Dzięki uwagom wicemaestro Jacka G. poszczególne głosy za każdym razem śpiewały swoją partię coraz lepiej, co w konsekwencji dało całkiem przyzwoity efekt finalny. I na koniec naszych zmagań przyszła „Pieśń o narodzeniu Pańskim”. Tutaj tenory ze swoim cantus firmus znalazły się na celowniku dyrygenta. Na jego prośbę dokonaliśmy także eksperymentalnego ustawienia chóru tj. podzieliliśmy się na dwie grupy – żeńską i męską. Po lewej ręce wicemaestra Jacka G. ustawiły się panie czyli z przodu soprany a za nimi alty a po jego prawej ręce panowie czyli z przodu tenory a za nimi basy. Takie odśpiewanie kolędy było interesujące i pozwoliło nam się usłyszeć (tj. poszczególne głosy) w inny niż dotychczas sposób. Ciekawe doświadczenie.
W ogóle ta próba wychodziła poza schemat standardowej próby. Po pierwsze kolega bas w roli wicemaestra (sprawdził się bardzo dobrze). Po drugie my jako chór byliśmy jak zwykle (mimo niezwykłej sytuacji) zdyscyplinowani i mocno zaangażowani. Myślę, że dla Jacka G. taki powrót do przeszłości też był miły. Czyli wszyscy zadowoleni. I jak tutaj nie mówić, że jesteśmy wyjątkowi?