Jest taka piosenka, która mówi o dwóch Michałach, którzy „tańcowali”. Nam czyli Klastrowi było dane zobaczyć naszego Michała B. (tenor ze słuchem absolutnym) w podwójnej tenorowej roli (śpiewał w dwóch różnych chórach tego samego wieczoru) a jeszcze „ogarniał” organizacyjnie mszę świętą (jest organistą w tym rybnickim kościele). Powiem Wam, że zrobił na mnie wrażenie. Niby taka cicha woda a tutaj… wulkan energii. Wszystko to wydarzyło się w pierwszą niedzielę nowego 2026 roku i wiązało się z koncertem kolędowym naszego chóry oraz chóru Magnificat z Czuchowa. W obu swój talent śpiewaczy prezentuje właśnie Michał B. na co dzień organista w Rybniku-Popielowie. Jako pierwszy zaprezentował się chór czuchowski. Ich kolędy pozwoliły publiczności wejść w klimat pieśni bożonarodzenowych, który my czyli Klaster zakończyliśmy z przytupem śpiewając (po angielsku), na zakończenie naszego kolędowego repertuaru, „Hark How the Bells”. I tutaj wtrącenie. Po wykonaniu tego utworu pojawiły się o nim opinie w Internecie pisane m.in. przez członków chóru Magnificat. Ogólnie to jak go zaśpiewaliśmy czyli „Chór Kaktus” bardzo się podobało. Po raz pierwszy zostaliśmy nazwani „Kaktusem”. Spora wyobraźnia. Byliśmy już „Klaserem” (pierwszy dyplom z błędem z Żyliny, potem poprawiony). Ale Kaktus? Ciekawe jak jeszcze zostaniemy nazwani…
Przysłowiową kropka nad „i” całego koncertu było wspólne wykonanie (dwa chóry przy ołtarzu) kolędy „Pójdźmy, pójdźmy aż do Betlejem” w opracowaniu… Michała B. Od dzisiaj, dzięki niemu, określenie „człowiek-orkiestra” (mając jeszcze w pamięci jego grę na Falach Martenota) nabiera dla mnie nowego znaczenia. A dla Was?
Wincenty Bryński

